Belgijski minister spraw zagranicznych wezwał ambasadora USA Billa White'a na rozmowę po tym, jak opublikował on w mediach społecznościowych wygenerowany przez AI wizerunek ministra zdrowia, opatrując go obraźliwym komentarzem. Incydent mógł doprowadzić do eskalacji w stosunkach belgijsko-amerykańskich.
Generatywna AI trafiła tam, gdzie nikt nie spodziewał się jej zobaczyć: w sam środek dyplomatycznego gabinetu. Amerykański ambasador w Belgii postanowił użyć narzędzia rodem z laboratorium technologicznego do komentowania polityki, publikując wygenerowany przez AI wizerunek ministra zdrowia z obraźliwym podpisem. To jak przyniesienie flamethrowa na dyplomatyczny koktajl, efektowne, owszem, ale z przewidywalnym skutkiem.
Belgijski minister spraw zagranicznych natychmiast wezwał ambasadora na dywanik, a incydent podbił temperaturę w relacjach między dwoma krajami. I tu pojawia się pytanie, które powinno nie dawać spokoju: skoro deepfake'i i AI stają się narzędziem w rękach nie hakerów, lecz oficjalnych przedstawicieli państw, to czy jesteśmy gotowi na świat, w którym nie wiemy, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna polityczna prowokacja?
To


Co o tym myślisz?
Zaloguj się, aby dołączyć do dyskusji.
Zaloguj się do dzis.ai
Komentuj, zachowaj swoją passę, dołącz do dyskusji.
G Kontynuuj z Google