Wydawnictwo Minotaur odrzuciło lukratywną umowę na debiutancką powieść Jerry'ego Falade po oskarżeniach o wykorzystanie AI podczas pisania. Głównym powodem nie była etyka, lecz obawa o niemożność uzyskania praw autorskich do treści stworzonych przez AI.
Jerry Falade miał w rękach marzenie każdego debiutanta: kontrakt wart 2,4 miliona dolarów na pierwszą powieść. Wydawnictwo Minotaur wyciągnęło jednak rękę po umowę z powrotem, gdy pojawiły się podejrzenia o użycie AI przy pisaniu. I tu zaczyna się naprawdę ciekawy wątek: wydawcy nie chodziło o moralność tworzenia, lecz o coś brutalnie pragmatycznego. Prawo autorskie do treści generowanych przez AI pozostaje dziurą w systemie, a wydawca po prostu nie chciał płacić milionów za coś, czego formalnie nie można posiadać.
Zanim jednak potępimy zimną kalkulację biznesową, warto zadać niewygodne pytanie: skoro prawo autorskie staje się głównym kryterium wartości dzieła literackiego, to czy oceniamy już książki nie przez pryzmat tego, co czujemy po lekturze, ale przez to, kto (lub co) trzymało pióro?
<em



Co o tym myślisz?
Zaloguj się, aby dołączyć do dyskusji.
Zaloguj się do dzis.ai
Komentuj, zachowaj swoją passę, dołącz do dyskusji.
G Kontynuuj z Google